Zależało mi na tym, by układanie włosów trwało jak
najkrócej, a wciąż było efektowne. Ponieważ metoda na szczotkę jest
pracochłonna i wymaga też nie mało czasu, postanowiłam wypróbować wałki
samoprzyczepne.
Po umyciu i rozczesaniu włosów, czekam około godzinę, aż
trochę podeschnął. Wtedy susze je, zarówno od góry jak i od dołu, ale nigdy pod
włos! Przeczesuję dokładnie suche, nakładam piankę zwiększającą objętość i nakręcam
wałki – tak jak widzicie to na kolejnych zdjęciach. Dlatego, że moje włosy są
dość długie, gęste i grube, wałki przypinam od skóry wsuwkami (żeby się nie
rozkręcały) i czasem od góry, jeżeli wezmę za grube pasmo i widzę, że się
zsuwa. Następnie nastawiam suszarkę na wolny ale ciepły nawiew i 2x po około 10
sekund podgrzewam każdy z wałków. Jeżeli końce pozostałych włosów nie
wygładziły się podczas suszenia, podprostowuje je lekko prostownicą ;)
Staram się potrzymać wałki przynajmniej z godzinę (z reguły
zdejmuje je przed samym wyjściem). A o to efekt końcowy:
Życzę Wam miłego wieczoru!



Twoje pomalowane brwi są straszne ;o Jakby ktoś ci coś nierówno przykleił nad okiem.. Sto razy lepiej wyglądają jak są naturalne, jak na foto z wałkami.
OdpowiedzUsuńFaktycznie sama nie dawno zauważyłam, że nie potrzebnie je przyciemniam ;) dlatego już tego nie robię, a ostatnie zdjęcie jest akurat stare. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń