Jednym z ważnych rytuałów, które przeprowadzam na moich
włosach jest ich olejowanie. Ponieważ mam niesforne ni to proste, ni to
falowane włosy, do ich układania używam bardzo często szczotki z suszarką, a innymi
razy prostownicy. Świadoma swoich „grzeszków” co do ich układania (głównie
wysoka temperatura) funduję swoim włosom, raz w tygodniu, maseczkę z mieszaniny
olejów. Do swojej mikstury wybrałam:
- Olej z gorczycy – który wcieram tylko w skórę głowy; jego zadaniem jest wzmocnienie cebulek włosa, dzięki czemu utrzymują one ciężar coraz to dłuższych włosów;
- Olej z aromatem z owoców Amla – który wraz z kolejnymi dwoma mieszam w miseczce i nakładam na całą długość włosa; ten olej wpływa na witalność włosów i ich sprężystość;
- Olej migdałowy – bardzo istotny składnik mikstury przy zniszczonych włosach, działa na nie regeneracyjnie;
- Olej jaśminowy – ten olej ma właściwości wygładzające i sprawia, że włosy stają się miękkie, jego zaletą jest przyjemny zapach ;)
Wszystkie oleje nakładam jednocześnie, wtedy kiedy wiem, że
z domu nie wyjdę na pewno przez najbliższe 4-5h, jeżeli nie mam takiej
możliwości olejuje je po prostu na noc. Podgrzewam włosy suszarką przez chwile,
by otworzyły się ich łuski i zakładam na nie czepek, wracając do swoich
codziennych zajęć.
Zestaw olejów, które wybrałam kupiłam wraz z przesyłką za
niecałe 60zł, plus jednorazowy koszt czepka, którego nie miałam ok. 4zł. Włosy
mam półdługie, gęste i grube, olejując je raz w tygodniu, już po 2-3miesiącach
widać pierwsze efekty ;) a olejów wystarcza na około 4-5miesięczną kuracje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz