Moje włosy są podatne na układanie, tak samo jak na wilgoć w
powietrzu.. Przez kilka ostatnich lat prostownica była moim najlepszym
przyjacielem, po każdym myciu i wysuszeniu włosów, sięgałam właśnie po nią.
Ostatnie pół roku to czas kręcenia włosów na szczotkę. Zarówno pierwszy jak i
drugi sposób
stylizacji włosów wymagał
ode mnie doboru odpowiednich kosmetyków, zapobiegających nadmiernemu wpływowi
wysokiej temperatury na ich kondycję.
Pierwszy kosmetyk,
który po części spełnił moje oczekiwania to Schwarzkopf Essence Ultime Crystal
Shine Spray.
Plusy:
+ przyjemnie pachnie,
+ chroni włosy przed temperaturą,
+ włosy bardziej błyszczą,
+ nie skleja włosów,
+ szybko się wchłania.
Minusy:
- nie nawilża włosów.
Ponieważ nawilżone włosy łatwiej się układają i są mniej
podatne na wilgoć w powietrzu, postanowiłam szukać dalej mojego idealnego
kosmetyku i tak w moje ręce trafił John Frieda Frizz-Ease Heat Defeat
Protective Styling Spray (mój Frizz-Ease niestety
został w mieście rodzinnym, dlatego dzisiaj ponownie skorzystałam z Shine
Spray i postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią na temat tej dwójki).
Plusy:
+ chroni włosy przed temperaturą,
+ nawilża włosy,
+ nie skleja włosów,
+ szybko się wchłania.
Włos nawilżony nigdy nie będzie matowy, dlatego nie
wymieniałam osobno nabłyszczania włosów.
Jeżeli chodzi o cenę obu kosmetyków, pierwszy kosztuje ok. 20zł,
drugi ok. 40zł. Objętościowo Frizz-Ease jest prawie dwukrotnie większy od Shine
Spray (177ml do 100ml), co sprawia że cenowo wychodzą podobnie.
Dlatego, jeżeli miałabym Wam polecić któryś z nich to na
pewno będzie to Frizz-Easy!!!
Czekam na Wasze opinie ;)